Vitaimmun

SIBO w pytaniach i odpowiedziach – wywiad z Panią Agatą Dąbrowską

Problem przerostu bakteryjnego jelita cienkiego, zwanego w skrócie SIBO dotyczy coraz większej grupy pacjentów. Czym właściwie jest SIBO? Jak rozpoznać, że problem przerostu bakteryjnego jelita cienkiego może dotyczyć również nas oraz jaką diagnostykę podjąć celem wyleczenia problemu?

Poniżej zamieszczamy wywiad z Panią Agatą Dąbrowską, która prowadzi blog Naczynia Połączone oraz grupę na Facebooku SIBO – zespół przerostu bakteryjnego w jelicie cienkim. Zapraszamy do lektury!

Od kiedy interesuje się Pani żywieniem człowieka oraz dietoterapią i co spowodowało, że rozpoczęła Pani pracę jako dietetyk?

Żywieniem człowieka interesuję się w zasadzie od zawsze 🙂 Już jako dziecko pamiętam, jak obserwowałam zachowania żywieniowe rówieśników, pamiętam śmietanę i mleko w szklanych butelkach zakrywanych „sreberkiem” i moment, kiedy na rynku pojawiły się jogurty. Moja pierwsza głęboka refleksja na temat odżywiania i pierwsze świadome wybory miały miejsce, gdy miałam naście lat. Co nie znaczy, że te wybory były dobre… W toku życia gromadziłam wiedzę i doświadczenia, a część z nich odbiła się negatywnie na moim zdrowiu…

Szukałam optymalnego rozwiązania dla siebie zauważając, że to, co jem, ma wpływ nie tylko na moją wagę, ale też na dobrostan psychiczny i fizyczny… i wtedy, na skutek problemów ze zdrowiem, odkryłam swoją prawdziwą pasję – układ pokarmowy. Tak powstał blog „Naczynia Połączone” 😊

Na co szczególnie zwraca Pani uwagę w pracy z pacjentem?

Zaczynam od oceny ogólnego stanu pacjenta oraz jego formy psychicznej. Ta ostatnia wbrew pozorom jest dla mnie najważniejsza, ponieważ inaczej pracuje się z pacjentem na to gotowym, otwartym, mającym zaufanie, energicznym, inaczej z pacjentem bardzo zmęczonym psychicznie czy po traumach. Stan emocjonalny wpływa nie tylko na dobór suplementów i zaleceń dodatkowych, ale też na tempo pracy i dietę dla tego pacjenta. I nie chodzi tylko o składniki odżywcze potrzebne układowi nerwowemu, ale również o zniwelowanie napięcia pacjenta w podejściu do wskazań.

Kolejna sprawa to oczywiście układ pokarmowy. Co dokładnie się dzieje, jakie pacjent ma objawy, jak wyglądają wyniki badań i w jakich okolicznościach je wykonano, czy posiada już jakąś diagnozę, co i jak spożywa… Wtedy jestem w stanie spojrzeć na jego układ pokarmowy z nieco innej perspektywy i powiązać jego historię oraz stan innych organów z tym, co dzieje się z jego trawieniem.

Z jakimi problemami pacjentów spotyka się Pani najczęściej w swoim gabinecie?

Dominującymi problemami, z którymi zgłaszają się do mnie pacjenci, są szeroko pojęte dolegliwości układu pokarmowego oraz zmęczenie, wahania nastroju, zaburzenia koncentracji. Często też są zagubieni w gąszczu informacji – powszechnie dostępna wiedza jest niestety niespójna, a poglądy i zalecenia różnych specjalistów się wykluczają, zatem pacjenci potrzebują wyjaśnienia ich wątpliwości i odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Często też uspokojenia i zapewnienia, że „da się z tym normalnie żyć”.

Z mojego punktu widzenia jednak bardzo ważnym problemem pacjentów, z którego często nie zdają sobie sprawy, jest brak zaufania do specjalistów. Czasem jest tak, że lekarz ich zbył lub potraktował obcesowo. Wtedy się zrażają i zaczynają szukać alternatywnych metod leczenia. Szukanie informacji i rozwiązań samo w sobie oczywiście nie jest złe, nie od dziś wiadomo, że o chorobie dziecka najwięcej wiedzą jego rodzice i czasem to właśnie pacjent podsuwa lekarzowi rozwiązania, ale to nie znaczy, że zjedliśmy wszystkie rozumy, bo przeczytaliśmy Gastroenterologię Yamady i 40 artykułów z PubMedu. Nie mamy i nigdy nie będziemy mieć doświadczenia, jakie ma lekarz. Oczywiście, w każdym zawodzie są specjaliści różnego kalibru, ale często zniechęceni pacjenci widzą tylko ten ponury koniec kija, zapominając, że to w ich gestii leży wytrwałe szukanie kogoś, do kogo będą mieć zaufanie.

Prowadzi Pani bloga Naczynia Połączone oraz grupę SIBO która ma prawie 10 tys. uczestników – skąd zainteresowanie akurat tą tematyką?

Moje głębsze zainteresowanie zdrowiem człowieka zaczęło się od moich własnych problemów, które uświadomiły mi, że ludzki organizm i jego funkcjonowanie pociągały mnie od zawsze.

Gdy pojawiły się u mnie problemy z układem pokarmowym i ogólnym samopoczuciem, zaczęłam interesować się zdrowiem jako takim. Odkryłam świat mikrobiomu, jelit, ich anatomii i funkcjonowania, a także wzajemnych zależności między różnymi układami… Myślę w sposób bardzo rozgałęziony. Zaczynam czytać o wątrobie, zainteresuje mnie któryś enzym, przechodzę do kości, które również go produkują, po czym trafiam np. na osteoporozę i parathormon, a stąd już krok do zgłębiania tajników pracy tarczycy… i tak krążyłam w coraz silniejszym poczuciu, że praca z pacjentem z problemami pokarmowymi nie kończy się na układzie trawiennym…

Po jakimś czasie obserwowania różnych grup w mediach społecznościowych, zdałam sobie sprawę, że moja wiedza może przydać się innym osobom z problemami ze zdrowiem, a zawsze dążyłam do tego, aby moje zajęcia miały społeczny sens. Na kanwie tych obserwacji i doświadczeń podjęłam decyzję, że chcę się zajmować się osobami z problemami pokarmowymi na co dzień.

Czym właściwie jest SIBO?

SIBO, small intestinal bacterial overgrowth, to po polsku zespół przerostu bakteryjnego w jelicie cienkim. Wydaje się, że już sama nazwa mówi na czym polega to schorzenie. Obecność bakterii w naszym całym układzie pokarmowym to norma, jednak w każdym jego odcinku inna jest jego liczebność i skład. W jelicie cienkim, w zależności od jego miejsca, znajduje się między 10 a 100 tysięcy bakterii na 1 ml treści jelitowej (dla porównania – w jelicie grubym normą jest 2 miliardy bakterii na 1 ml treści jelitowej). Jeśli w jelicie cienkim tych bakterii pojawi się istotnie więcej, więcej będzie także ich metabolitów, czyli głównie gazów, powodujących nieprzyjemne objawy. Nadmierna liczba bakterii w miejscu do tego nie przeznaczonym powoduje zaburzenie funkcji jelita cienkiego, jaką jest trawienie i wchłanianie składników odżywczych. Stąd może pojawić się całe spektrum dolegliwości, pochodzących z różnych układów.

Jak dużą skale ma problem przerostu bakteryjnego jelita cienkiego (SIBO)?

Trudno to ocenić. Nie ma statystyk, zwłaszcza odnoszących się do populacji Polaków, ale szacuje się, że chorzy na SIBO mogą stanowić nawet do 80-kilku procent chorych zdiagnozowanych jako cierpiących na zespół jelita drażliwego. A taką diagnozę na terenie Polski stawia się co 10 osobie. Mało? Dużo? Drugi szacunek jest taki, że nawet do 80% chorych NIE SZUKA POMOCY LEKARZA. I teraz jeśli założymy nawet, że te 80-kilka procent to zawyżone szacunki, to tak czy inaczej otrzymujemy liczbę rzędu milionów osób… A problem dotyczy także dzieci, nawet 2-3-letnich, oraz nastolatków…

Jakie objawy mogą świadczyć o występowaniu SIBO?

Objawy SIBO są niespecyficzne i z praktyki mogę powiedzieć jedynie tyle, że nie ma takich, które jednoznacznie mogłyby sugerować, ze przyczyną jest właśnie SIBO. Wzdęcia, zaparcia, biegunki, gazy, wzdęcia bez gazów, odbijanie, refluks, zmiana rytmu wypróżnień, bóle brzucha, przelewania, dyspepsja… To właśnie są objawy SIBO, każdy jeden niespecyficzny. Niekiedy mówi się, że SIBO może sugerować zła reakcja na probiotyki wieloszczepowe, wzdęcia „nawet po szklance wody” oraz brak oczekiwanej poprawy po wprowadzeniu diety bezglutenowej u pacjentów z celiakią. Niektórzy pacjenci próbują także diagnozować sobie SIBO na podstawie reakcji na pokarmy z grupy FODMAP. Jednak wciąż są to objawy bardzo niespecyficzne, mogące jedynie sugerować przerost bakteryjny.

Z mojego doświadczenia jednak pacjentów, którzy faktycznie mają SIBO, wyróżnia nieprawdopodobna ilość gazów. Są to osoby, które nie tylko czują się wzdęte, ale faktycznie ich obwód brzucha jest znacznie większy niż normalnie. Często też objawy nasilają się w toku dnia. Rano jest w miarę, a z każdym kolejnym posiłkiem, często bez względu na jego skład, samopoczucie pacjenta się pogarsza. Ale znów – nie u każdego i nie zawsze.

Co zrobić kiedy podejrzewamy u siebie problem rozrostu bakteryjnego w jelicie cienkim?

W pierwszej kolejności należy wykonać test wodorowo-metanowy (w niektórych przypadkach wystarczy sam wodorowy). Polega na oddawaniu próbek oddechu do specjalnego urządzenia, w określonych odstępach czasu, po wypiciu roztworu laktulozy, rzadziej i w określonych przypadkach – glukozy.

Gdy otrzymamy wynik, bez względu na to czy pozytywny, czy negatywny, nie powinniśmy ufać mu w 100%. Z kilku powodów.

Wciąż są to „tylko testy oddechowe”, które niestety nie są ultra-doskonałym narzędziem, ale wystarczającym, żeby dać nam bardzo ważny, konkretny trop odnośnie naszego zdrowia. TROP. Nie pewność. Osoba, która przeprowadza test, ocenia go według wytycznych. Jeśli norma jest przekroczona o kilka jednostek (ppm, czyli liczba części na milion, oznaczenie stosowane m.in. przy wyrażaniu stężeń), przeprowadzający test wpisze: test dodatni – wskazuje na SIBO. Jednak zawsze trzeba pamiętać, że to tylko liczba, tylko niedoskonały sprzęt i kilka jednostek to niestety granica błędu. W obie strony.

Ponadto – ważny jest sam PACJENT. Suplementy, jakie przyjmował, ile czasu przed badaniem je odstawił, co jadł przed testem i jakie miał objawy, jaka jest historia jego choroby, czy objawy zaczęły się od konkretnego wydarzenia, o jakim charakterze było to wydarzenie, czy może objawy narastały od dzieciństwa… No i przede wszystkim – jakie są pozostałe wyniki jego badań…

Na koniec powinniśmy dokładnie przeanalizować, jak wygląda test: jak został przeprowadzony, kiedy nastąpił wzrost badanych wartości, jaki podano substrat, w jakiej ilości.

Dopiero biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki jesteśmy w stanie ocenić, czy należy podjąć terapię stricte pod kątem SIBO, czy jednak rozpatrywać inne przyczyny samopoczucia pacjenta, Nierzadko także różne zakażenia się nakładają i należy wybrać, które leczyć jako pierwsze. A może najlepszą opcją będzie połączenie leczenia?

Dlatego, jeśli nasz test jest dodatni, nie powinniśmy bez głębszych refleksji iść za wskazówkami dotyczącymi leczenia odnalezionymi w internecie, i wymuszać na lekarzu przepisanie antybiotyków, które niekoniecznie w naszym przypadku mogą okazać się najlepszym wyjściem…

Co zatem zrobić? Zebrać wszystkie potrzebne nam informacje. NAM potrzebne. Po to, żeby zrozumieć chorobę. A potem znaleźć specjalistę, któremu zaufamy.

Na czym polega leczenie SIBO?

Zazwyczaj jest to antybiotykoterapia połączona ze wsparciem wędrującego kompleksu mioelektrycznego. Wędrujący kompleks mioelektryczny to aktywność elektryczna w układzie pokarmowym, której głównym zadaniem jest czyszczenie resztek po zakończonym trawieniu. To właśnie jego zaburzona praca jest bezpośrednią przyczyną powstania przerostu bakteryjnego w jelicie cienkim. Drugim ważnym elementem jest odpowiednia suplementacja, która nie tylko „dobije” przerost, mówiąc kolokwialnie, ale również uzupełni niedobory oraz ureguluje zaburzone funkcje całego organizmu. Do preparatów, które powinniśmy wziąć pod uwagę w leczeniu SIBO są również probiotyki. Powszechnie uważa się, że tylko niektóre są bezpieczne w SIBO, jednak z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że jest to naprawdę bardzo indywidualne i zależy od bardzo wielu czynników. Kolejnym ważnym elementem jest dieta, również uzależniona od danego przypadku.

Jednak z mojego punktu widzenia to wciąż za mało. Opisane wyżej postępowanie jest niesamowicie ważne, ponieważ nieleczone SIBO może prowadzić do pogłębiających się niedoborów oraz innych, jeszcze dalej idących konsekwencji, aczkolwiek warto pamiętać, że to w dużej mierze i większości przypadków tylko leczenie objawowe, ponieważ prawdziwa przyczyna leży zupełnie gdzieś indziej. Na przykład… w tarczycy.

Dlatego lecząc SIBO powinniśmy pamiętać, że może być ono (i najprawdopodobniej jest) najbardziej dotkliwym, ale tylko objawem znacznie dalej sięgających dysfunkcji naszego organizmu.

Czy poza leczeniem zaleca się wdrożenie dodatkowych działań? Jeśli tak to jakich?

Temat rzeka 🙂 Jak już wspomniałam – SIBO to najczęściej tylko wierzchołek góry lodowej, zatem wytropienie pozostałych dysfunkcji, z jakimi się zmagamy, i podjęcie działań w kierunku ich eliminacji to trzon działań dodatkowych. Mam tu na myśli przede wszystkim odpowiednią diagnostykę, ale też na przykład wsparcie układu odpornościowego, stabilizację pracy tarczycy i w ogóle całego układu hormonalnego czy też pracę z układem nerwowym (na przykład poprzez ćwiczenia nerwu błędnego), stresem (techniki relaksacyjne, terapia, zmiana podejścia, czasem zmiana pracy czy nawet zmodyfikowanie najbliższych relacji), zmianę stylu życia, wprowadzenie aktywności fizycznej…

Jakie zalecenia żywieniowe są rekomendowane przy SIBO?

Wśród pacjentów znanych jest kilka diet „na SIBO”, wszystkie jednak, bez względu na to, czy ukierunkowane stricte na to schorzenie, czy stworzone w innym celu, a do SIBO jedynie przystosowane, oparte są na rekomendowanej przez lekarzy i szeroko przebadanej w zespole jelita nadwrażliwego diecie o niskiej zawartości FODMAP.

FODMAP to akronim od nazwy Fermentable Oligosaccharides, Disaccharides, Monosaccharides and Poliols, co oznacza: fermentujące oligosacharyny, disacharydy, monosacharydy i poliole. Zalicza się do nich przede wszystkim fruktozę, laktozę, fruktany (występujące między innymi w czosnku, cebuli oraz ziarnach zbóż i roślin strączkowych), a także alkohole cukrowe (np. sorbitol, ksylitol czy mannitol). Węglodowany te są słabo wchłanialne i jednocześnie łatwo fermentują. To sprawia, że przy nieprawidłowym mikrobiomie mogą wzmagać dolegliwości. Nie jest to z założenia dieta ani bezmleczna ani bezglutenowa, ale może taką być.

Nie jest to dieta przeznaczona do stosowania przewlekłego. Składa się z trzech etapów, których nie należy zbytnio przedłużać. Błędem jest pozostawanie na niej grube miesiące lub nawet lata, co w mojej praktyce niestety nie jest rzadkością. Każdy też może inaczej reagować na poszczególne produkty, zarówno polecane, jak i odradzane w tej (i każdej innej) diecie.

Dlatego też tak naprawdę najlepszą receptą jest dieta indywidualna, ułożona w zależności od dominujących objawów, innych schorzeń, preferencji, a także formy psychicznej pacjenta.

Czy wdrożenie odpowiedniej diety i suplementacji z Pani doświadczenia przynosi oczekiwane efekty?

Zazwyczaj przynosi ogromną poprawę, jednak nierzadko zdarza się, że jest to poprawa chwilowa i po jakimś czasie objawy wracają. Dlatego ważne jest, aby zanim rozpoczniemy leczenie, przygotować się do niego jak najlepiej, przemyśleć wszystkie okoliczności, na jakie sami mamy wpływ, poszukać odpowiednich specjalistów, zaplanować cały szeroko pojęty proces leczenia.

Czy jest Pani w stanie przytoczyć historię podopiecznego, którego wyniki poprawiły się na skutek Pani działań?

Najbardziej poruszają i zapadają w pamięć historie, które zaczynają się od diagnozy SIBO, a po zgłębieniu diagnostyki znajdujemy poważne schorzenia. Mam na swoim koncie odkrycie zespołu antyfosfolipidowego, zespół Sjogrena, kilka razy choroby zapalne jelit i celiakii, wiele razy Hashimoto, niezliczoną ilość razy Helicobacter pylori lub jej nawrót… Wtedy poprawa pracy w ogóle całego organizmu po wprowadzeniu leczenia jest spektakularna, ponieważ trafiamy bezpośrednio w przyczynę.

Natomiast jedną z historii, które szczególnie zapadły mi w pamięci, jest historia pacjentki, która miała zdiagnozowane SIBO oraz duże problemy z tarczycą. Po przeleczeniu przerostu oraz wprowadzeniu terapii hormonami tarczycy (przez lekarza rzecz jasna) nastąpiła poprawa, ale niestety niepełna i na krótki czas. Ponowne wykonanie testu wykluczyło nawrót SIBO, pogłębiłyśmy wówczas diagnostykę i okazało się, że pacjentka oprócz SIBO była również zakażona Blastocystis hominis. Decyzją lekarza wprowadzone zostały odpowiednie leki, do tego moje wsparcie suplementacyjne oraz niezbędne modyfikacje w diecie – dolegliwości ustąpiły w znacznie większym zakresie, ale wciąż było nieidealnie.

Skupiłyśmy się wówczas na wsparciu pracy organizmu. Po raz kolejny aktualizowałyśmy dietę, wprowadziłyśmy także probiotykoterapię celowaną oraz suplementy, mające na celu uzupełnienie niedoborów i uszczelnienie bariery jelitowej. Jednak tak naprawdę ostateczną poprawę wprowadziły działania, które nie miały de facto z jelitami nic wspólnego.

Niezwykle ważnym elementem w powracaniu tej pacjentki do dobrostanu okazała się redukcja zbyt intensywnej aktywności fizycznej oraz wprowadzenie technik relaksacyjnych, a także codziennego czasu tylko dla siebie. Te działania przyniosły jej ogromną poprawę zarówno w temacie dolegliwości jelitowych, jak i w obszarze ogólnego samopoczucia i homeostazy organizmu. Po jakimś czasie zdecydowała się na terapię.

Zapamiętałam tę osobę tak dobrze, ponieważ była niesamowicie zdeterminowana, pełna zaufania i otwarta na zmierzenie się z tym, że żyje w stresie i aby czuć się dobrze musi przeformułować swój sposób myślenia. Podstawą w jej przypadku było przyjęcie, że jej osiągnięcia fizyczne nie definiują jej jako osoby wartościowej i godnej miłości. Terapia do tego stopnia złagodziła jej silne napięcie, że powrócił dobry sen, poprawiło się trawienie, a objawy zespołu jelita drażliwego, które towarzyszyły jej od dłuższego czasu zupełnie odeszły w zapomnienie. Dziś odżywia się i ćwiczy w zgodzie ze sobą i z troską o siebie.

Dlaczego wybrałam akurat tę historię? Ponieważ pokazuje ona, jak ważne jest szerokie spojrzenie na pacjenta cierpiącego przewlekle. To nie tylko tarczyca. To nie tylko jelita. To nie tylko SIBO, Blastocystis, czy inne żyjątko. Ale to też nie znaczy, że wszystko siedzi w głowie i pomoże tylko psychiatra. Zmiany w funkcjonowaniu organizmu na skutek przewlekłego, niskopoziomowego stresu i nawet niewidocznego dla nas samych napięcia są realne. I dlatego takim pacjentem należy zająć się z wielu różnych stron.

Czy chciałaby Pani dać jakieś wskazówki osobom u których wystąpiło SIBO i nie wiedzą jak dalej postępować?

Chciałabym, aby pacjenci nie wątpili w działania lekarzy. A jeśli trafią na takiego, który budzi wątpliwości – aby szukali dalej. Zaufanie do specjalisty jest kluczem, który otwiera naprawdę niezliczone drzwi…

Nie szukajcie też czarodziejskich metod. Nie ma takich. Niestety, ale gdy pojawia się problem z układem pokarmowym, zwłaszcza taki, który z czasem narastał, nie damy rady zlikwidować go w krótkim czasie i z pomocą jednej metody. Gdy chorujemy przewlekle, ważne jest, aby spojrzeć na siebie przez pryzmat stylu życia, relacji, miłości własnej, czasu dla siebie. Próbujcie, to jest tego warte. Nie tylko jeśli cierpi się na SIBO 🙂

Bardzo dziękujemy Pani Agacie za udzielenie wywiadu!

Z Panią Agatą Dąbrowską możecie skontaktować się:

Badanie w kierunku SIBO wykonać można również w Centrum Medycznym Vitaimmun:

Write a Comment