Kategoria: Blog

SIBO w pytaniach i odpowiedziach – wywiad z Panią Agatą Dąbrowską

Problem przerostu bakteryjnego jelita cienkiego, zwanego w skrócie SIBO dotyczy coraz większej grupy pacjentów. Czym właściwie jest SIBO? Jak rozpoznać, że problem przerostu bakteryjnego jelita cienkiego może dotyczyć również nas oraz jaką diagnostykę podjąć celem wyleczenia problemu?

Poniżej zamieszczamy wywiad z Panią Agatą Dąbrowską, która prowadzi blog Naczynia Połączone oraz grupę na Facebooku SIBO – zespół przerostu bakteryjnego w jelicie cienkim. Zapraszamy do lektury!

Od kiedy interesuje się Pani żywieniem człowieka oraz dietoterapią i co spowodowało, że rozpoczęła Pani pracę jako dietetyk?

Żywieniem człowieka interesuję się w zasadzie od zawsze 🙂 Już jako dziecko pamiętam, jak obserwowałam zachowania żywieniowe rówieśników, pamiętam śmietanę i mleko w szklanych butelkach zakrywanych „sreberkiem” i moment, kiedy na rynku pojawiły się jogurty. Moja pierwsza głęboka refleksja na temat odżywiania i pierwsze świadome wybory miały miejsce, gdy miałam naście lat. Co nie znaczy, że te wybory były dobre… W toku życia gromadziłam wiedzę i doświadczenia, a część z nich odbiła się negatywnie na moim zdrowiu…

Szukałam optymalnego rozwiązania dla siebie zauważając, że to, co jem, ma wpływ nie tylko na moją wagę, ale też na dobrostan psychiczny i fizyczny… i wtedy, na skutek problemów ze zdrowiem, odkryłam swoją prawdziwą pasję – układ pokarmowy. Tak powstał blog „Naczynia Połączone” 😊

Na co szczególnie zwraca Pani uwagę w pracy z pacjentem?

Zaczynam od oceny ogólnego stanu pacjenta oraz jego formy psychicznej. Ta ostatnia wbrew pozorom jest dla mnie najważniejsza, ponieważ inaczej pracuje się z pacjentem na to gotowym, otwartym, mającym zaufanie, energicznym, inaczej z pacjentem bardzo zmęczonym psychicznie czy po traumach. Stan emocjonalny wpływa nie tylko na dobór suplementów i zaleceń dodatkowych, ale też na tempo pracy i dietę dla tego pacjenta. I nie chodzi tylko o składniki odżywcze potrzebne układowi nerwowemu, ale również o zniwelowanie napięcia pacjenta w podejściu do wskazań.

Kolejna sprawa to oczywiście układ pokarmowy. Co dokładnie się dzieje, jakie pacjent ma objawy, jak wyglądają wyniki badań i w jakich okolicznościach je wykonano, czy posiada już jakąś diagnozę, co i jak spożywa… Wtedy jestem w stanie spojrzeć na jego układ pokarmowy z nieco innej perspektywy i powiązać jego historię oraz stan innych organów z tym, co dzieje się z jego trawieniem.

Z jakimi problemami pacjentów spotyka się Pani najczęściej w swoim gabinecie?

Dominującymi problemami, z którymi zgłaszają się do mnie pacjenci, są szeroko pojęte dolegliwości układu pokarmowego oraz zmęczenie, wahania nastroju, zaburzenia koncentracji. Często też są zagubieni w gąszczu informacji – powszechnie dostępna wiedza jest niestety niespójna, a poglądy i zalecenia różnych specjalistów się wykluczają, zatem pacjenci potrzebują wyjaśnienia ich wątpliwości i odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Często też uspokojenia i zapewnienia, że „da się z tym normalnie żyć”.

Z mojego punktu widzenia jednak bardzo ważnym problemem pacjentów, z którego często nie zdają sobie sprawy, jest brak zaufania do specjalistów. Czasem jest tak, że lekarz ich zbył lub potraktował obcesowo. Wtedy się zrażają i zaczynają szukać alternatywnych metod leczenia. Szukanie informacji i rozwiązań samo w sobie oczywiście nie jest złe, nie od dziś wiadomo, że o chorobie dziecka najwięcej wiedzą jego rodzice i czasem to właśnie pacjent podsuwa lekarzowi rozwiązania, ale to nie znaczy, że zjedliśmy wszystkie rozumy, bo przeczytaliśmy Gastroenterologię Yamady i 40 artykułów z PubMedu. Nie mamy i nigdy nie będziemy mieć doświadczenia, jakie ma lekarz. Oczywiście, w każdym zawodzie są specjaliści różnego kalibru, ale często zniechęceni pacjenci widzą tylko ten ponury koniec kija, zapominając, że to w ich gestii leży wytrwałe szukanie kogoś, do kogo będą mieć zaufanie.

Prowadzi Pani bloga Naczynia Połączone oraz grupę SIBO która ma prawie 10 tys. uczestników – skąd zainteresowanie akurat tą tematyką?

Moje głębsze zainteresowanie zdrowiem człowieka zaczęło się od moich własnych problemów, które uświadomiły mi, że ludzki organizm i jego funkcjonowanie pociągały mnie od zawsze.

Gdy pojawiły się u mnie problemy z układem pokarmowym i ogólnym samopoczuciem, zaczęłam interesować się zdrowiem jako takim. Odkryłam świat mikrobiomu, jelit, ich anatomii i funkcjonowania, a także wzajemnych zależności między różnymi układami… Myślę w sposób bardzo rozgałęziony. Zaczynam czytać o wątrobie, zainteresuje mnie któryś enzym, przechodzę do kości, które również go produkują, po czym trafiam np. na osteoporozę i parathormon, a stąd już krok do zgłębiania tajników pracy tarczycy… i tak krążyłam w coraz silniejszym poczuciu, że praca z pacjentem z problemami pokarmowymi nie kończy się na układzie trawiennym…

Po jakimś czasie obserwowania różnych grup w mediach społecznościowych, zdałam sobie sprawę, że moja wiedza może przydać się innym osobom z problemami ze zdrowiem, a zawsze dążyłam do tego, aby moje zajęcia miały społeczny sens. Na kanwie tych obserwacji i doświadczeń podjęłam decyzję, że chcę się zajmować się osobami z problemami pokarmowymi na co dzień.

Czym właściwie jest SIBO?

SIBO, small intestinal bacterial overgrowth, to po polsku zespół przerostu bakteryjnego w jelicie cienkim. Wydaje się, że już sama nazwa mówi na czym polega to schorzenie. Obecność bakterii w naszym całym układzie pokarmowym to norma, jednak w każdym jego odcinku inna jest jego liczebność i skład. W jelicie cienkim, w zależności od jego miejsca, znajduje się między 10 a 100 tysięcy bakterii na 1 ml treści jelitowej (dla porównania – w jelicie grubym normą jest 2 miliardy bakterii na 1 ml treści jelitowej). Jeśli w jelicie cienkim tych bakterii pojawi się istotnie więcej, więcej będzie także ich metabolitów, czyli głównie gazów, powodujących nieprzyjemne objawy. Nadmierna liczba bakterii w miejscu do tego nie przeznaczonym powoduje zaburzenie funkcji jelita cienkiego, jaką jest trawienie i wchłanianie składników odżywczych. Stąd może pojawić się całe spektrum dolegliwości, pochodzących z różnych układów.

Jak dużą skale ma problem przerostu bakteryjnego jelita cienkiego (SIBO)?

Trudno to ocenić. Nie ma statystyk, zwłaszcza odnoszących się do populacji Polaków, ale szacuje się, że chorzy na SIBO mogą stanowić nawet do 80-kilku procent chorych zdiagnozowanych jako cierpiących na zespół jelita drażliwego. A taką diagnozę na terenie Polski stawia się co 10 osobie. Mało? Dużo? Drugi szacunek jest taki, że nawet do 80% chorych NIE SZUKA POMOCY LEKARZA. I teraz jeśli założymy nawet, że te 80-kilka procent to zawyżone szacunki, to tak czy inaczej otrzymujemy liczbę rzędu milionów osób… A problem dotyczy także dzieci, nawet 2-3-letnich, oraz nastolatków…

Jakie objawy mogą świadczyć o występowaniu SIBO?

Objawy SIBO są niespecyficzne i z praktyki mogę powiedzieć jedynie tyle, że nie ma takich, które jednoznacznie mogłyby sugerować, ze przyczyną jest właśnie SIBO. Wzdęcia, zaparcia, biegunki, gazy, wzdęcia bez gazów, odbijanie, refluks, zmiana rytmu wypróżnień, bóle brzucha, przelewania, dyspepsja… To właśnie są objawy SIBO, każdy jeden niespecyficzny. Niekiedy mówi się, że SIBO może sugerować zła reakcja na probiotyki wieloszczepowe, wzdęcia „nawet po szklance wody” oraz brak oczekiwanej poprawy po wprowadzeniu diety bezglutenowej u pacjentów z celiakią. Niektórzy pacjenci próbują także diagnozować sobie SIBO na podstawie reakcji na pokarmy z grupy FODMAP. Jednak wciąż są to objawy bardzo niespecyficzne, mogące jedynie sugerować przerost bakteryjny.

Z mojego doświadczenia jednak pacjentów, którzy faktycznie mają SIBO, wyróżnia nieprawdopodobna ilość gazów. Są to osoby, które nie tylko czują się wzdęte, ale faktycznie ich obwód brzucha jest znacznie większy niż normalnie. Często też objawy nasilają się w toku dnia. Rano jest w miarę, a z każdym kolejnym posiłkiem, często bez względu na jego skład, samopoczucie pacjenta się pogarsza. Ale znów – nie u każdego i nie zawsze.

Co zrobić kiedy podejrzewamy u siebie problem rozrostu bakteryjnego w jelicie cienkim?

W pierwszej kolejności należy wykonać test wodorowo-metanowy (w niektórych przypadkach wystarczy sam wodorowy). Polega na oddawaniu próbek oddechu do specjalnego urządzenia, w określonych odstępach czasu, po wypiciu roztworu laktulozy, rzadziej i w określonych przypadkach – glukozy.

Gdy otrzymamy wynik, bez względu na to czy pozytywny, czy negatywny, nie powinniśmy ufać mu w 100%. Z kilku powodów.

Wciąż są to „tylko testy oddechowe”, które niestety nie są ultra-doskonałym narzędziem, ale wystarczającym, żeby dać nam bardzo ważny, konkretny trop odnośnie naszego zdrowia. TROP. Nie pewność. Osoba, która przeprowadza test, ocenia go według wytycznych. Jeśli norma jest przekroczona o kilka jednostek (ppm, czyli liczba części na milion, oznaczenie stosowane m.in. przy wyrażaniu stężeń), przeprowadzający test wpisze: test dodatni – wskazuje na SIBO. Jednak zawsze trzeba pamiętać, że to tylko liczba, tylko niedoskonały sprzęt i kilka jednostek to niestety granica błędu. W obie strony.

Ponadto – ważny jest sam PACJENT. Suplementy, jakie przyjmował, ile czasu przed badaniem je odstawił, co jadł przed testem i jakie miał objawy, jaka jest historia jego choroby, czy objawy zaczęły się od konkretnego wydarzenia, o jakim charakterze było to wydarzenie, czy może objawy narastały od dzieciństwa… No i przede wszystkim – jakie są pozostałe wyniki jego badań…

Na koniec powinniśmy dokładnie przeanalizować, jak wygląda test: jak został przeprowadzony, kiedy nastąpił wzrost badanych wartości, jaki podano substrat, w jakiej ilości.

Dopiero biorąc pod uwagę te wszystkie czynniki jesteśmy w stanie ocenić, czy należy podjąć terapię stricte pod kątem SIBO, czy jednak rozpatrywać inne przyczyny samopoczucia pacjenta, Nierzadko także różne zakażenia się nakładają i należy wybrać, które leczyć jako pierwsze. A może najlepszą opcją będzie połączenie leczenia?

Dlatego, jeśli nasz test jest dodatni, nie powinniśmy bez głębszych refleksji iść za wskazówkami dotyczącymi leczenia odnalezionymi w internecie, i wymuszać na lekarzu przepisanie antybiotyków, które niekoniecznie w naszym przypadku mogą okazać się najlepszym wyjściem…

Co zatem zrobić? Zebrać wszystkie potrzebne nam informacje. NAM potrzebne. Po to, żeby zrozumieć chorobę. A potem znaleźć specjalistę, któremu zaufamy.

Na czym polega leczenie SIBO?

Zazwyczaj jest to antybiotykoterapia połączona ze wsparciem wędrującego kompleksu mioelektrycznego. Wędrujący kompleks mioelektryczny to aktywność elektryczna w układzie pokarmowym, której głównym zadaniem jest czyszczenie resztek po zakończonym trawieniu. To właśnie jego zaburzona praca jest bezpośrednią przyczyną powstania przerostu bakteryjnego w jelicie cienkim. Drugim ważnym elementem jest odpowiednia suplementacja, która nie tylko „dobije” przerost, mówiąc kolokwialnie, ale również uzupełni niedobory oraz ureguluje zaburzone funkcje całego organizmu. Do preparatów, które powinniśmy wziąć pod uwagę w leczeniu SIBO są również probiotyki. Powszechnie uważa się, że tylko niektóre są bezpieczne w SIBO, jednak z mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że jest to naprawdę bardzo indywidualne i zależy od bardzo wielu czynników. Kolejnym ważnym elementem jest dieta, również uzależniona od danego przypadku.

Jednak z mojego punktu widzenia to wciąż za mało. Opisane wyżej postępowanie jest niesamowicie ważne, ponieważ nieleczone SIBO może prowadzić do pogłębiających się niedoborów oraz innych, jeszcze dalej idących konsekwencji, aczkolwiek warto pamiętać, że to w dużej mierze i większości przypadków tylko leczenie objawowe, ponieważ prawdziwa przyczyna leży zupełnie gdzieś indziej. Na przykład… w tarczycy.

Dlatego lecząc SIBO powinniśmy pamiętać, że może być ono (i najprawdopodobniej jest) najbardziej dotkliwym, ale tylko objawem znacznie dalej sięgających dysfunkcji naszego organizmu.

Czy poza leczeniem zaleca się wdrożenie dodatkowych działań? Jeśli tak to jakich?

Temat rzeka 🙂 Jak już wspomniałam – SIBO to najczęściej tylko wierzchołek góry lodowej, zatem wytropienie pozostałych dysfunkcji, z jakimi się zmagamy, i podjęcie działań w kierunku ich eliminacji to trzon działań dodatkowych. Mam tu na myśli przede wszystkim odpowiednią diagnostykę, ale też na przykład wsparcie układu odpornościowego, stabilizację pracy tarczycy i w ogóle całego układu hormonalnego czy też pracę z układem nerwowym (na przykład poprzez ćwiczenia nerwu błędnego), stresem (techniki relaksacyjne, terapia, zmiana podejścia, czasem zmiana pracy czy nawet zmodyfikowanie najbliższych relacji), zmianę stylu życia, wprowadzenie aktywności fizycznej…

Jakie zalecenia żywieniowe są rekomendowane przy SIBO?

Wśród pacjentów znanych jest kilka diet „na SIBO”, wszystkie jednak, bez względu na to, czy ukierunkowane stricte na to schorzenie, czy stworzone w innym celu, a do SIBO jedynie przystosowane, oparte są na rekomendowanej przez lekarzy i szeroko przebadanej w zespole jelita nadwrażliwego diecie o niskiej zawartości FODMAP.

FODMAP to akronim od nazwy Fermentable Oligosaccharides, Disaccharides, Monosaccharides and Poliols, co oznacza: fermentujące oligosacharyny, disacharydy, monosacharydy i poliole. Zalicza się do nich przede wszystkim fruktozę, laktozę, fruktany (występujące między innymi w czosnku, cebuli oraz ziarnach zbóż i roślin strączkowych), a także alkohole cukrowe (np. sorbitol, ksylitol czy mannitol). Węglodowany te są słabo wchłanialne i jednocześnie łatwo fermentują. To sprawia, że przy nieprawidłowym mikrobiomie mogą wzmagać dolegliwości. Nie jest to z założenia dieta ani bezmleczna ani bezglutenowa, ale może taką być.

Nie jest to dieta przeznaczona do stosowania przewlekłego. Składa się z trzech etapów, których nie należy zbytnio przedłużać. Błędem jest pozostawanie na niej grube miesiące lub nawet lata, co w mojej praktyce niestety nie jest rzadkością. Każdy też może inaczej reagować na poszczególne produkty, zarówno polecane, jak i odradzane w tej (i każdej innej) diecie.

Dlatego też tak naprawdę najlepszą receptą jest dieta indywidualna, ułożona w zależności od dominujących objawów, innych schorzeń, preferencji, a także formy psychicznej pacjenta.

Czy wdrożenie odpowiedniej diety i suplementacji z Pani doświadczenia przynosi oczekiwane efekty?

Zazwyczaj przynosi ogromną poprawę, jednak nierzadko zdarza się, że jest to poprawa chwilowa i po jakimś czasie objawy wracają. Dlatego ważne jest, aby zanim rozpoczniemy leczenie, przygotować się do niego jak najlepiej, przemyśleć wszystkie okoliczności, na jakie sami mamy wpływ, poszukać odpowiednich specjalistów, zaplanować cały szeroko pojęty proces leczenia.

Czy jest Pani w stanie przytoczyć historię podopiecznego, którego wyniki poprawiły się na skutek Pani działań?

Najbardziej poruszają i zapadają w pamięć historie, które zaczynają się od diagnozy SIBO, a po zgłębieniu diagnostyki znajdujemy poważne schorzenia. Mam na swoim koncie odkrycie zespołu antyfosfolipidowego, zespół Sjogrena, kilka razy choroby zapalne jelit i celiakii, wiele razy Hashimoto, niezliczoną ilość razy Helicobacter pylori lub jej nawrót… Wtedy poprawa pracy w ogóle całego organizmu po wprowadzeniu leczenia jest spektakularna, ponieważ trafiamy bezpośrednio w przyczynę.

Natomiast jedną z historii, które szczególnie zapadły mi w pamięci, jest historia pacjentki, która miała zdiagnozowane SIBO oraz duże problemy z tarczycą. Po przeleczeniu przerostu oraz wprowadzeniu terapii hormonami tarczycy (przez lekarza rzecz jasna) nastąpiła poprawa, ale niestety niepełna i na krótki czas. Ponowne wykonanie testu wykluczyło nawrót SIBO, pogłębiłyśmy wówczas diagnostykę i okazało się, że pacjentka oprócz SIBO była również zakażona Blastocystis hominis. Decyzją lekarza wprowadzone zostały odpowiednie leki, do tego moje wsparcie suplementacyjne oraz niezbędne modyfikacje w diecie – dolegliwości ustąpiły w znacznie większym zakresie, ale wciąż było nieidealnie.

Skupiłyśmy się wówczas na wsparciu pracy organizmu. Po raz kolejny aktualizowałyśmy dietę, wprowadziłyśmy także probiotykoterapię celowaną oraz suplementy, mające na celu uzupełnienie niedoborów i uszczelnienie bariery jelitowej. Jednak tak naprawdę ostateczną poprawę wprowadziły działania, które nie miały de facto z jelitami nic wspólnego.

Niezwykle ważnym elementem w powracaniu tej pacjentki do dobrostanu okazała się redukcja zbyt intensywnej aktywności fizycznej oraz wprowadzenie technik relaksacyjnych, a także codziennego czasu tylko dla siebie. Te działania przyniosły jej ogromną poprawę zarówno w temacie dolegliwości jelitowych, jak i w obszarze ogólnego samopoczucia i homeostazy organizmu. Po jakimś czasie zdecydowała się na terapię.

Zapamiętałam tę osobę tak dobrze, ponieważ była niesamowicie zdeterminowana, pełna zaufania i otwarta na zmierzenie się z tym, że żyje w stresie i aby czuć się dobrze musi przeformułować swój sposób myślenia. Podstawą w jej przypadku było przyjęcie, że jej osiągnięcia fizyczne nie definiują jej jako osoby wartościowej i godnej miłości. Terapia do tego stopnia złagodziła jej silne napięcie, że powrócił dobry sen, poprawiło się trawienie, a objawy zespołu jelita drażliwego, które towarzyszyły jej od dłuższego czasu zupełnie odeszły w zapomnienie. Dziś odżywia się i ćwiczy w zgodzie ze sobą i z troską o siebie.

Dlaczego wybrałam akurat tę historię? Ponieważ pokazuje ona, jak ważne jest szerokie spojrzenie na pacjenta cierpiącego przewlekle. To nie tylko tarczyca. To nie tylko jelita. To nie tylko SIBO, Blastocystis, czy inne żyjątko. Ale to też nie znaczy, że wszystko siedzi w głowie i pomoże tylko psychiatra. Zmiany w funkcjonowaniu organizmu na skutek przewlekłego, niskopoziomowego stresu i nawet niewidocznego dla nas samych napięcia są realne. I dlatego takim pacjentem należy zająć się z wielu różnych stron.

Czy chciałaby Pani dać jakieś wskazówki osobom u których wystąpiło SIBO i nie wiedzą jak dalej postępować?

Chciałabym, aby pacjenci nie wątpili w działania lekarzy. A jeśli trafią na takiego, który budzi wątpliwości – aby szukali dalej. Zaufanie do specjalisty jest kluczem, który otwiera naprawdę niezliczone drzwi…

Nie szukajcie też czarodziejskich metod. Nie ma takich. Niestety, ale gdy pojawia się problem z układem pokarmowym, zwłaszcza taki, który z czasem narastał, nie damy rady zlikwidować go w krótkim czasie i z pomocą jednej metody. Gdy chorujemy przewlekle, ważne jest, aby spojrzeć na siebie przez pryzmat stylu życia, relacji, miłości własnej, czasu dla siebie. Próbujcie, to jest tego warte. Nie tylko jeśli cierpi się na SIBO 🙂

Bardzo dziękujemy Pani Agacie za udzielenie wywiadu!

Z Panią Agatą Dąbrowską możecie skontaktować się:

Badanie w kierunku SIBO wykonać można również w Centrum Medycznym Vitaimmun:

Testy na nietolerancje pokarmowe – który wybrać?

Alergie i nietolerancje pokarmowe budzą w ostatnich latach olbrzymie zainteresowanie. Coraz więcej osób interesuje się tym tematem, upatrując w niepożądanych reakcjach na pokarmy przyczyn swoich problemów zdrowotnych. Z tego względu testy na nietolerancje pokarmowe są bardzo „gorącym towarem”, co ma zarówno plusy jak i minusy. Plusy to z pewnością zwiększenie naszej świadomości odnośnie istotnego wpływu zawartości talerza na nasze zdrowie. Minusy z kolei to istny wysyp testów na nietolerancję pokarmową – zgodnie z powiedzeniem, że popyt rodzi podaż. Problemem nie jest mnogość testów na nietolerancję, tylko wątpliwa jakość wielu z nich. Wiele testów na nietolerancje pokarmowe nie posiada certyfikatów kontroli zewnątrzlaboratoryjnej (który potwierdza czułość i swoistość badania), badanie ocenia niewłaściwe parametry bądź ma po prostu niewystarczającą jakość diagnostyczną.  

Nie wszystkie testy na nietolerancje pokarmowe są skuteczne – dlaczego?

Niestety osoba chcąca zbadać nietolerancje pokarmowe najczęściej nie posiada wystarczającej wiedzy, aby zweryfikować jakość oferowanych na rynku badań. Większość z nas ma stosunkowo małą wiedzę na temat tego, jakie parametry powinny być badane, jakich certyfikatów wymagać od laboratorium wykonującego badania oraz faktu, że wysokiej jakości test nie może być tanim badaniem.

Wątpliwy test – wątpliwa dieta

Problemem jest także fakt, iż część środowiska medycznego neguje w ogóle istnienie nietolerancji pokarmowych. W dużej mierze wynika to z faktu, iż część testów na nietolerancje pokarmowe rzeczywiście niewiele ma wspólnego z rzetelną diagnostyką. Istnieją jednak – także na polskim rynku – badania wysokiej jakości. Niestety w chwili obecnej wszystkie testy na nietolerancje – zarówno te wiarygodne jak i ich całkowite przeciwieństwa – wrzucane są do przysłowiowego „jednego worka”. Z drugiej strony testy na nietolerancje to nie „czary – mary”. Przeprowadzono bowiem wiele badań naukowych wskazujących na efektywność diet eliminacyjnych w poprawie stanu zdrowia w wielu jednostkach chorobowych. Istnieją analizy wskazujące celowość wykonania testu na nietolerancję, miedzy innymi w zespole jelita nadwrażliwego, chorobach autoimmunologicznych, atopowym zapaleniu skóry, trądziku, migrenach, otyłości nie poddającej się leczeniu dietą redukcyjną i wielu innych.

Z tego względu rozpoczynamy dla Was cykl wpisów mających na celu przedstawienie czym właściwie jest nietolerancja pokarmowa, jak może się objawiać, jak prowadzić dietę eliminacyjną – i przede wszystkim – czym kierować się przy wyborze badania, aby zastosowana dieta rzeczywiście przyniosła nam poprawę. Wykonanie testu wątpliwej jakości może doprowadzić do eliminacji z diety pokarmów, które wcale nas nie uczulają i pozostawienia w jadłospisie tych które są dla nas rzeczywistym problemem.

Nadwrażliwość pokarmowa zwana nietolerancją pokarmową – objawy i diagnostyka

Na wstępie zaznaczyć należy, iż pod potocznie używanym pojęciem nietolerancji pokarmowej tak naprawdę ukrywają się utajone (opóźnione) reakcje nadwrażliwości pokarmowej. Mechanizm rozwoju jest podobny jak w przypadku klasycznej alergii pokarmowej IgE – zależnej. W kontakcie z alergizującym pokarmem dochodzi do wytworzenia swoistych przeciwciał i rozwoju reakcji zapalnej – a w konsekwencji objawów alergii. Różnice polegają na tym, iż w alergii natychmiastowej dochodzi do wytwarzania swoistych przeciwciał klasy IgE, a objawy alergii (wysypka, bóle brzucha, problemy z oddychaniem, świąd) pojawiają się niemal natychmiast. Natomiast w nietolerancjach pokarmowych  – czyli utajonych nadwrażliwościach – także wytwarzane są swoiste przeciwciała, ale w klasie IgA i IgG, a objawy pojawiają się ze znacznym opóźnieniem od spożycia pokarmu. I pozornie wcale nie sugerują, że mamy problem natury alergicznej. Kto bowiem skojarzy pojawienie się migreny, podatność na infekcje, pogorszenie kondycji fizycznej i psychicznej czy trądzik ze spożywanym kilka dni wcześniej pokarmem? Po którym dodatkowo  – uwaga – wcale nie poczuliśmy się gorzej. Stąd właśnie nazwa utajone nadwrażliwości pokarmowe – nie jesteśmy bowiem samodzielnie, bez pomocy specjalistycznych badań z krwi zdiagnozować, który pokarm jest przez nas źle tolerowany. Objawy nie są specyficzne, mogą być bardzo zróżnicowane i pojawiają się po upływie 9 – 96 godzin od spożycia pokarmu, którego nie tolerujemy. Z tego względu przeprowadzenie badania z krwi identyfikującego pokarmy wywołujące nadwrażliwość jest koniecznością.

Czy domowe testy na nadwrażliwość pokarmową są wiarygodne?

Zarówno na polskim jak i światowym rynku dostępnych jest wiele rodzajów testów na nietolerancję pokarmową. Każdy test jest zachwalany przez producenta jako najlepszy, najprostszy do wykonania, prowadzący do szybkiej poprawy stanu zdrowia. Prawda o rzeczywistej jakości i wiarygodności tych badań jest często całkiem inna, a slogany o jakości wykonywanych badań nijak mają się do ich rzeczywistej wartości diagnostycznej.

Który test na nadwrażliwość pokarmową jest najskuteczniejszy? – porównanie testów dostępnych na rynku

Dotychczas przeprowadzono tylko jedno badanie porównujące 5 najpopularniejszych na rynku światowym testów na nietolerancję pokarmową (IgG – zależną). Zostało ono wykonane przez redaktorów niezależnego skandynawskiego czasopisma konsumenckiego Kostkoll. Zasada porównania była następująca – od dziennikarza prowadzącego badanie pobierano dwie próby krwi, dokładnie w tym samym czasie i w tych samych warunkach, a następnie…wysyłano pod dwoma różnymi nazwiskami (Zarah Öberg oraz inne, fikcyjne nazwisko) do każdej firmy oferującej badania na nietolerancje pokarmową IgG – zależną:

  • Imupro (Elisa)
  • Scandlab (Genova Diagnostics; Elisa)
  • Cambridge (microarrays; FoodPrint)
  • US BioTek (Elisa)
  • York (Elisa)

Żadne laboratorium wykonujące powyższe testy nie zostało poinformowane, iż bierze udział w tym swoistym badaniu kontrolnym. Zasada oceny była bardzo prosta – każdy test wykonany podwójnie dla tego samego pacjenta powinien dać identyczny wynik, czyli wykazać te same nietolerancje na pokarmy. Tak założono w teorii. Powtarzalność testu na nietolerancje pokarmowe jest bowiem PODSTAWOWYM kryterium ich wiarygodności.

Tymczasem rezultaty okazały się zupełnie odmienne od oczekiwań…

FoodScreen jedynym skutecznym badaniem nadwrażliwości pokarmowych?

Jedynym badaniem, które wykazało się 100 % powtarzalnością był test firmy UsBiotek, znany w Polsce pod nazwą FoodScreen. Pozostałe testy na nietolerancje pokarmowe dały różne wyniki oznaczeń krwi tego samego pacjenta!!! W niektórych badaniach rozbieżności były olbrzymie, co w praktyce przekłada się na to, iż dieta, którą należałoby zastosować dla tego samego pacjenta byłaby zupełnie odmienna w przypadku wyniku A i wyniku B. Co to oznacza dla osoby decydującej się na wykonanie takiego badania…? Przede wszystkim wdrożenie diety opartej o nieprawidłowy wynik badania, czyli nie prowadzącej do poprawy stanu zdrowia. Oprócz braku skuteczności wprowadzonej diety istotnym zagrożeniem jest także ryzyko powstania niedoborów żywieniowych, a w konsekwencji pogłębiania się odczuwanych dolegliwości zdrowotnych. Innymi słowy, pacjent ponosi wyrzeczenia dietetyczne – bez żadnego efektu.

Dlaczego warto badać przeciwciała w klasie IgG oraz IgA?

To jeszcze nie wszystko – pełna diagnostyka nietolerancji pokarmowych powinna obejmować badanie przeciwciał IgA i IgG. Większość dostępnych na polskim rynku testów oznacza tylko nadwrażliwość IgG – zależną. Tymczasem za niepożądane reakcje na pokarmy równie często odpowiadać mogą przeciwciała IgA! Przykładowo możemy mieć reakcję w klasie IgG na białko jaja kurzego, a w klasie IgA na banana czy mleko krowie. Wycofanie samego tylko jajka z jadłospisu nie doprowadzi więc do zadowalającej poprawy stanu zdrowia.

Który test dostępny na rynku bada całość „utajonych” reakcji na pokarmy?

Na polskim rynku jedynym testem oceniającym oba typy nietolerancji pokarmowej – zarówno w klasie IgA i IgG jest FoodScreen US Biotek. Najwyższa wartość diagnostyczna tego badania (wykazana w zaślepionym badaniu konsumenckim) jest dodatkowo potwierdzona odpowiednimi certyfikatami akredytacji (Washington Department of Health, CLIA – Clinical Laboratory Improvement Amendments, CAP – The College of American Pathologists, COLA), co na rynku testów na nietolerancję również jest rzadkością.

W kolejnej części zajmiemy się metodyką poszczególnych testów na nietolerancję pokarmową i zbadamy czy o nietolerowanych pokarmach może nam cokolwiek powiedzieć badanie włosa.

Antybiotyk i co dalej? – część 2

W poprzednim wpisie omówiliśmy wpływ antybiotyku na mikroflorę jelitową i związane z tym potencjalne zagrożenia – w trakcie i po zakończeniu leczenia. Kolej na omówienie po jakie preparaty probiotyczne powinniśmy sięgać, aby możliwie w maksymalnym stopniu zapobiec dysbiozie poantybiotykowej.

Probiotyk przy antybiotyku – jaki wybrać, jak długo stosować?

Jak zaznaczono uprzednio, w trakcie stosowania antybiotyków skupmy się przede wszystkim na tym, aby nie dopuścić do przerostu potencjalnie chorobotwórczych mikroorganizmach w przewodzie pokarmowym. Najgroźniejszym z nich jest z pewnością Clostridium dificille – bakteria produkująca toksyny A i B, prowadzące w najgorszym wypadku do uszkodzenia błony śluzowej jelita i rozwoju rzekomobłoniastego zapalenia jelita grubego.

Wysoką aktywnością antagonistyczną względem C.dificille wykazują się przede wszystkim:

  • szczep Lactobacillus rhamnosus GG ATCC 53103
  • niepatogenny drożdżak Saccharmyces boulardii

Jak przyjmować probiotyki?

Z tego względu stosowanie probiotyków zawierających te właśnie drobnoustroje w trakcie stosowania antybiotyku będzie jak najbardziej celowe. I tu pojawia się bardzo często pytanie – jak przyjmować probiotyki? W tym samym czasie co antybiotyk? Po kilku godzinach?

Kwestia czasu przyjmowania probiotyku wydaje się tu kluczową – antybiotyki zabijają przecież bakterie, a probiotyk to nic innego jak żywe szczepy bakteryjne. Spróbujmy więc odpowiedzieć na to pytanie.

Probiotyki z Saccharomyces boulardii

Otóż w przypadku probiotyków opartych na Saccharomyces boulardii odpowiedź jest dosyć prosta – kolejność nie ma znaczenia. Pamiętajmy bowiem, iż mamy do czynienia z drożdżakiem, czyli grzybem. Grzyby są innymi mikroorganizmami niż bakterie, stąd nie są wrażliwe na działanie antybiotyków. Z tego względu w leczeniu grzybic stosuje się nie antybiotyki a leki przeciwgrzybicze. Możemy więc wraz z dawką antybiotyku przyjąć osłonowo opisywany probiotyk.

Probiotyki z Lactobacillus rhamnosus GG ATCC 53103

Inaczej wygląda sytuacja, gdy zdecydujemy się na osłonowe zastosowanie probiotyku zawierającego LGG. Co prawda nie ma bezpośrednich wytycznych w jakim momencie antybiotykoterapii przyjmować probiotyk oparty na szczepach bakteryjnych. Nie wiemy więc dokładnie czy probiotyk należy przyjmować wraz z antybiotykiem czy też z zachowaniem kilkugodzinnej przerwy. Natomiast biorąc pod uwagę mechanizm działania antybiotyku oraz czas jego działania w organizmie wydaje się, iż zachowanie kilkugodzinnego odstępu będzie w tej sytuacji bardziej celowe. Pamiętajmy jednocześnie, iż probiotyk należy przyjmować zawsze wraz z posiłkiem, który osłania bakterie, zwiększając szansę na ich dotarcie w odpowiednio wysokiej ilości do jelita grubego (czyli miejsca docelowego działania).

Czy jest sens stosowania probiotyku w trakcie antybiotykoterapii?

Spróbujmy obalić w tym miejscu jeszcze jeden mit. Panuje bowiem przekonanie, że stosowanie probiotyków w trakcie leczenia antybiotykiem jest bezcelowe – gdyż leki i tak „wybiją” bakterie z probiotyku. Nic bardziej mylnego! Po pierwsze przeprowadzono badania w których wykazano, iż żywe szczepy probiotyczne z rodzaju Lactobacillus i Bifidobacterium są nadal obecne w kale pacjenta przyjmującego antybiotyk. Po drugie, znaczna część preparatów probiotycznych zawiera bakterie naturalnie oporne na antybiotyki (przykładem może być chociażby mieszanka szczepów L.rhamnosus Pen, OXY, E/N).

A jak już wiemy stosowanie probiotyków jest najlepszą opcją ochrony mikroflory w trakcie antybiotykoterapii, zmniejszając istotnie ryzyko wystąpienia związanych z tym działań niepożądanych. Z tego względu każdej antybiotykoterapii bezwzględnie towarzyszyć powinien probiotyk.

Odbudowa mikroflory po antybiotykoterapii

Co natomiast robić po zakończeniu antybiotyku? Wówczas należy skupić się na kompleksowej odbudowie – jakby nie było uszkodzonej po antybiotykoterapii – mikroflorze. Warto wówczas sięgnąć już nie po monoprobiotyki (zawierające 1 typ drobnoustroju probiotycznego), a po probiotyki składające się z kilku, a nawet kilkunastu czy kilkudziesięciu bakterii probiotycznych. Tak wielokierunkowe działanie ułatwia proces odbudowy ekosystemu jelitowego i zapobiega namnażaniu szczepów potencjalnie chorobotwórczych w przewodzie pokarmowym.

Sięgajmy jednak każdorazowo po probiotyk wysokiej jakości. Półki aptek aż uginają się pod ciężarem probiotyków, z których (według obietnic reklamowych) jeden jest lepszy od drugiego.

Nie zawsze jest to niestety prawdą. Pamiętajmy, że dobry probiotyk wieloszczepowy z pewnością nie może kosztowac 10 PLN, gdyż za taką kwotę niemożliwością jest po prostu jego wyprodukowania. Cena jest tu więc pierwszym choć nie najważniejszym wskaźnikiem. Poświęćmy także kilka minut na przestudiowanie ulotki preparatu i sprawdźmy czy odpowiednio opisane są szczepy probiotyczne (nazwa rodzajowa, gatunkowa, szczepu i numer kolekcji kultury szczepowej) i czy probiotyk posiada badania naukowe potwierdzające jego działanie. Gdy znajdziemy zadowalający nas preparat probiotyczny powinniśmy go suplementować przez przynajmniej kilka tygodni od zakończenia antybiotykoterapii – aby dać czas naszym „dobrym” bakteriom jelitowym na powrót do stanu równowagi.

Jeśli jednak osłonowa probiotykoterapia nie przyniosła spodziewanych rezultatów i po zakończeniu antybiotykoterapii odczuwamy wyraźne pogorszenie formy psychicznej i fizycznej warto zainteresować się oceną mikroflory jelitowej i na tej podstawie dobrać probiotykoterapię celowaną.

Antybiotyk i co dalej? – część 1

Od momentu odkrycia penicyliny przez Aleksandra Flaminga w 1928 r. ludzkość zyskała wysoce skuteczne narzędzie walki z bakteriami chorobotwórczymi wywołującymi choroby zakaźne. Nie ulega wątpliwości, iż był to krok przełomowy, prowadzący do istotnego spadku śmiertelności z powodu zakażeń i w konsekwencji wydłużenia długości życia. Niestety już kilkadziesiąt lat od wprowadzenia antybiotyków do powszechnego wykorzystania w medycynie stało się jasne, iż terapia ta generować może także wiele działań niepożądanych m.in. zaburzyć homeostazę mikrobioty jelitowej.

Jak chronić swoją mikroflorę jelitową w trakcie antybiotykoterapii?

Jesteśmy coraz bardziej świadomi tego jak ważna dla zdrowia i dobrego samopoczucia jest nasza mikroflora jelitowa. Rośnie też świadomość, że do głównych czynników zaburzających ten delikatny ekosystem należą antybiotyki, które niestety w dzisiejszych czasach są dość często nadużywane. Z drugiej strony często popadamy w inną przesadę i mimo infekcji bakteryjnej – które są szczególnie częstym problemem w nadchodzącym okresie jesienno – zimowym – nie chcemy sięgnąć po leczenie, aby nie uszkadzać swojej mikroflory. To również nie jest prawidłowe podejście, gdyż nieleczone infekcje bakteryjne mogą powodować szereg groźnych dla zdrowia, a nawet życia konsekwencji.

Co więc zrobić, gdy musimy zażyć antybiotyk, a jednocześnie chcemy jak najlepiej osłaniać ekosystem jelitowy? Jest kilka „żelaznych reguł”, które osłonią naszą mikroflorę z tracie leczenia.

Antybiotyki – najczęściej popełniane błędy

Kiedy sięgać po antybiotyk?

Po pierwsze – mikroflora jelitowa zawsze ulega zaburzeniom w trakcie antybiotykoterapii i choćbyśmy suplementowali najlepsze probiotyki musimy mieć tego świadomość. Z tego względu po antybiotyki należy sięgać rozważnie, nie leczyć się na własną rękę, a leki stosować zawsze z przepisu lekarza. Pamiętajmy bowiem, że antybiotyk to nie lek na ”katar”. Większość infekcji górnych dróg oddechowych wywoływanych jest przez wirusy, na które antybiotyki po prostu nie działają – i w tym przypadku opisywana farmakoterapia nie ma sensu.

Czas leczenia

Kolejną złotą zasadą każdej antybiotykoterapii jest przestrzeganie zaleconego czasu leczenia. Często po kilku dniach zażywania leku czujemy się już na tyle dobrze, że po prostu stwierdzamy iż kolejna dawka leku jest zbędna – a to piramidalny błąd! Po pierwsze, nie do końca przeleczona infekcja może nawrócić! Po drugie – zbyt krótki czas leczenia może prowadzić do rozwoju wieloopornych na antybiotyki szczepów bakterii, które są już istotnym zagrożeniem dla naszego zdrowia! Są to tzw. alert – patogeny, stanowiące rosnący problem, nie tylko w środowisku szpitalnym. Mając więc na uwadze skuteczność leczenia, ale przede wszystkim własne zdrowie w perspektywie długofalowej – przestrzegajmy zaleceń lekarza.

Dobór odpowiedniego antybiotyku

Kolejną kwestią jest sposób doboru antybiotyków. Z pewnością najmniej obciążające dla naszej mikroflory będzie dopasowania antybiotyków w sposób celowany, ukierunkowany na wrażliwość bakterii, będącej przyczyną infekcji. W tym celu wykonuje się tzw. antybiogram, czyli badanie który antybiotyk skutecznie zwalczy analizowaną bakterię. Na jego podstawie lekarz może dopasować lek o możliwie wąskim zakresie działania, nie powodujący tak silnych zaburzeń mikroflory jelitowej jak antybiotyki o szerokim spektrum.

Niestety wykonywanie antybiogramu nie jest praktyką powszechną i często pacjent otrzymuje antybiotyk działający na szerokie spektrum drobnoustrojów, powodujący także silne zaburzenie w obrębie mikrobioty.

Należy ponadto pamiętać, iż dysbioza jelitowa rozwija się nie tylko w następstwie antybiotyków stosowanych doustnie, ale również tych podawanych dożylnie.

I kwestia podstawowa – w trakcie każdej antybiotykoterapii, bez względu na sposób jego podawania i zakres działania, musimy stosować osłonowy probiotyk!

Dlaczego należy stosować probiotyk w trakcie stosowania antybiotyku?

Przede wszystkim musimy mieć na uwadze fakt, iż inaczej powinna przebiegać suplementacja probiotykiem w trakcie, a inaczej po zakończeniu leczenia antybiotykiem. W trakcie antybiotykoterapii głównym powodem dla którego stosujemy probiotyk jest niedopuszczenie do namnożenia w jelicie groźnej dla naszego zdrowia, a nawet życia bakterii Clostridium difficile. Drobnoustrój ten jest bakterią beztlenową, szeroko oporną na stosowane antybiotyki. W obecności opisywanych leków przechodzi w postać przetrwalnikową. Tymczasem antybiotyk eliminuje większość prozdrowotnych bakterii tworzących trzon mikrobioty, między innymi Lactobacillus spp. czy Bifidobacterium spp. Dochodzi więc do stanu dysbiozy jelitowej, czyli sytuacji w której zmniejsza się liczebność niezbędnych dla zdrowia drobnoustrojów korzystnych dla zdrowia. Sytuacja ta sprzyja z kolei namnażaniu bakterii chorobotwórczych i potencjalnie patogennych, znacznie bardziej opornych na stosowane leczenie. W grupie tej znajduje się wspomniana już uprzednio bakteria C.difficile, będąca przyczyną rozwoju rzekomobłoniastego zapalenia jelita grubego – stosunkowo częstego powikłania po antybiotykoterapii. Wytwarzając toksyny A i B, silnie uszkadza nabłonek jelita grubego, co w skrajnych przypadkach może prowadzić nawet do perforacji jelita i stanu zagrożenia życia.

Główny cel probiotyku

Z tego względu głównym celem osłonowego stosowania probiotyków w trakcie antybiotykoterapii powinno być zmniejszenie ryzyka rozwoju Clostridium difficile. Do niepokojących sygnałów, mogących wskazywać na zakażenie C.difficile należy biegunka pojawiająca się w trakcie bądź krótko po zakończeniu antybiotykoterapii.

Oczywiście, nie zawsze wskazuje ona na groźne dla zdrowia zakażenie Clostridium! Łagodna biegunka bądź po prostu zwiększenie częstotliwości i zmiana konsystencji wypróżnień w trakcie leczenia wskazuje najczęściej na łagodne zaburzenie stosunków bakteryjnych w jelicie.

Jednakże gdy biegunka nasila się – bądź przeciwnie – ustaje, ponadto pojawiają się silne bóle brzucha oraz masywne wzdęcia, należy bezzwłocznie zgłosić się do lekarza!

Stosowanie probiotyków w trakcie leczenia antybiotykiem jest najlepszym sposobem zapobiegania rozwojowi rzekomobłoniastego zapalenia jelita grubego. Innymi słowy – antybiotyk zawsze stosuj razem z probiotykiem!

I tu pojawia się najwięcej wątpliwości – jak stosować probiotyk? Jak długi okres czasu powinna trwać probiotykoterapia? Czy wystarczy suplementować probiotyk tylko przez okres leczenia antybiotykiem czy też powinniście ten okres wydłużyć, aby kompleksowo odbudować zaburzony mikrobiom?

O tym jak powinien wyglądać prawidłowy schemat probiotykoterapii u pacjenta leczonego antybiotykiem w kolejnej części niniejszego wpisu.